GaySex. Gejowski serwis erotyczny porno porno porno porno
porno porno porno porno
Tomek - Porno
Tomek
NOWOŚĆ!!!

Mati i Raptor - Porno
Mati i Raptor
NOWOŚĆ!!!

Mati - Porno
Mati
NOWOŚĆ!!!

Jacek - Porno
Jacek
NOWOŚĆ!!!

Alex i Tomek - Porno
Alex i Tomek
NOWOŚĆ!!!

Albi - Porno
Albi
NOWOŚĆ!!!


Chris - Porno zdjęcia
Chris
(17)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(17)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(29)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(24)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(25)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(14)

Chris - Porno zdjęcia
Chris
(20)

Galeria - Porno zdjęcia
Galeria
(34)

Galeria - Porno zdjęcia
Galeria
(25)

Cezary - Porno zdjęcia
Cezary
(28)

Cezary - Porno zdjęcia
Cezary
(20)

Cezary - Porno zdjęcia
Cezary
(20)


Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Stancja WaWa - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Crash of the Titans - Film porno

Warszawska Przygoda


Seks w każdym rodzaju i we wszystkich konfiguracjach - to uwielbiają bohaterowie tego filmu. Odwiedzający Warszawę kolesie spotykają się z jej mieszkańcami i razem odkrywają najwspanialsze strony seksu. Oral, anal, klapsy i namiętne pocałunki. Wielki koncert namiętności i szaleńczej pogoni za rozkoszą.
scena: 1
czas trwania: 1
rozmiar pliku: 175 MB

DOWNLOAD
Warszawska Przygoda - scena 1
Darmowy fragment
Warszawska Przygoda - scena 1Warszawska Przygoda - scena 1

Wakacje z fiutami


Ten film to opowieść o miłości, zdradzie, rozstaniu i powrocie. Jarek Piegus w dyskotece poznaje Przemka Manasterskiego. To początek wielkiej miłości, na którą w czasie wakacji czyha wiele niebezpieczeństw. Kochankowie razem wyruszają na wakacje do czeskiej Ostra? wy. Tam Jarek podrywa Maxa. Kiedy ląduje z nim w łóżku, czeka go klasyczna przygoda, jaka zdarza się niewiernym kochankom ? do drzwi zaczyna dobijać się Przemek. Max ląduje w szafie... Co dzieje się dalej zobaczycie na filmie. Możemy tylko napisać, ze to spotkanie kończy się rozstaniem kochanków. Zanim znów się spotkają podczas finałowej siedmioosobowej orgii, Piegus przeżyje kilka niezwykłych przygód. Przeżyje, a może te przygody rozegrają się tylko w jego wyobraźni ? Widok mechanika przed warsztatem sprawia, że w snach Piegusa pojawia się seksualne spotkanie Kordka z mechanikiem i przyłapanym na podglądaniu Greko. Później w czasie jazdy Piegus widzi dwóch kolesiów z paczkami i skrzynką pomidorów. To sprowadza na niego wizję szalonego czworokąta w magazynie. A to tylko zaledwie niewielki fragment tego niezwykłego filmu, dosłownie ociekającego gorącym męskim seksem.
scena: 1
czas trwania: 15:27
rozmiar pliku: 143 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 1
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 1Wakacje z fiutami - scena 1
scena: 2
czas trwania: 15:28
rozmiar pliku: 143 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 2
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 2Wakacje z fiutami - scena 2
scena: 3
czas trwania: 15:29
rozmiar pliku: 144 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 3
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 3Wakacje z fiutami - scena 3
scena: 4
czas trwania: 15:32
rozmiar pliku: 144 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 4
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 4Wakacje z fiutami - scena 4
scena: 5
czas trwania: 15:36
rozmiar pliku: 145 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 5
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 5Wakacje z fiutami - scena 5
scena: 6
czas trwania: 15:28
rozmiar pliku: 143 MB

DOWNLOAD
Wakacje z fiutami - scena 6
Darmowy fragment
Wakacje z fiutami - scena 6Wakacje z fiutami - scena 6

1 2 3 4 5 6   

Opowiadanie erotyczne - Z NIEWIELKĄ POMOCĄ MAŁEJ POLNEJ MYSZY
Opowiadanie erotyczne - z_pomoc.jpg

- Śniadanie! ? plasterkiem szynki pomachałem mu przed nosem. Jak śmiesznie poruszył nozdrzami!
- Już? ? otworzył najpierw jedno oko, potem drugie. ? Przecież dopiero usnąłem... Rzeczywiście, już ? potwierdził, wpatrując się w tarczę zegarka na przegubie własnej ręki.
Ociężale wygrzebał się ze śpiwora. Był bardzo zaspany. Nie kontaktował nawet tego, że w slipach sterczy mu gruby wyprężony kształt. Wiedziałem, ze to mocny chłopak, jego rozkosznie wypełnione bogactwo krocza samo przyciągało wzrok. Takiego wziąć w rękę, pomyślałem, przeciągnąć po nim językiem, otoczyć wargami... Ech...
Tomek nagle dostrzegł swój stan. Odwrócił się szybko.
- Laga mi się pręży ? rzekł, kryjąc zmieszanie.
- Poranna dolegliwość znana każdemu chłopakowi ? odpowiedziałem, starając się nadać głosowi nic nie znaczące brzmienie.
- Tobie też?
- A po co bym wstawał przed tobą? ? odrzekłem żartobliwie, rejestrując bezradny rumieniec na jego policzku.
- Dzięki za szczerość ? odpowiedział, wsuwając palce pod slipy i przytrzymując napierającego żurawia, a ja udawałem zajętego przygotowywaniem kanapek, który zupełnie tego nie widzi. ? Możesz nie patrzeć? Chciałbym przemknąć do łazienki.
- Przemykaj. Tylko nie ubijaj piany. Osierocić tyle milionów dzieci...
- A żeby cię... ? roześmiał się, zasłonił i rzeczywiście przemknął przy ścianie, znikając w ciasnym korytarzyku.
Odetchnąłem głęboko i poprawiłem swoją armatkę obciążoną dwiema dorodnymi kulkami; z jaką rozkoszą bym je ze spermy opróżnił! Ale nie samemu, nie w rękach.
Tomek po chwili był z powrotem, w roboczych firmowych spodniach, jak ogrodniczki, z szerokimi szelkami na gołych ramionach.
- Ulżyło ci? ? zagadnąłem, zdejmując z kuchenki gwiżdżący czajnik.
- Ulżyło ? przyznał i zaraz się zastrzegł, że nie ubijał piany, naprawdę. ? A gdyby nawet, to co, ty nie ubijasz? ? wzruszył ramionami.
- Jak muszę ? potwierdziłem rozbawiony. ? Dawno już nie leżałem na gorącym tyłeczk... ? urwałem i zaraz pomyślałem, że tak samo się mówi: na dupie, męskiej czy żeńskiej; więc ? ...tyłeczku ? dokończyłem.
- A ja bardzo dawno ? oblizał wargi i przeciągnął się, wysoko unosząc ręce, a jego penis, tym razem miękko wiszący, znów odbił mu się wyraziście wraz z jajeczkami. Apetyczny widok, pomyślałem; a Tomek: ? Jak to apetycznie wygląda! ? Struchlałem... Ale on mówił o kapkach! ? Gdzieś ty się tego nauczył? ? dodał lustrując piętrowo ułożoną tackę.
- Byłem gospodyniem domowym. Sprzątałem, gotowałem, zaprowadzałem dzieciaka do zerówki ? odrzekłem obojętnie.
- Ty? ? popatrzył zdziwiony.
- Nie wolno?
- Wolno, dobra fucha. Sam bym się na to pisał. Oczywiście gdybym umiał gotować. I zrezygnowałeś? Dlaczego?
- Bo mi nie odpowiadały nocne zajęcia.
- U-u... Ja bym dopiero! ? podrapał się w kroku.
- Ja też. Gdyby miała z dziesięć lat mniej.
- Ym, problem ? przyznał. ? Ale w nocy nie widać. Poza tym w starym piecu diabeł pali.
- Rusztowałem ten piec, ale komin przepastnie głęboki ? kłamałem na swojską nutę.
- U-u... Lubię takie. Jak się te wargi zetkną z jajami...
Wargi na jajach... Lepiej niech zmieni temat, bo znów mi się armatka podniesie!
- Wargi te na górze, czy na dole? ? spytałem przekornie.
- Te na dole są bardziej mięsiste ? wyjaśnił. ? Poliżę je, potem rozkładam na boki i zaraz przystawiam kreta. To znaczy małego ? poprawił, podrapał się za uchem i wziął kanapkę.
- Kreta? ? roześmiałem się; takiego określenia jeszcze nie słyszałem. ? Że niby jest aksamitny w dotyku i tak dalej? ? zgadywałem.
- Yhym... I kocha dziury. Poza tym pracuje po ciemku, nic nie widzi, nic nie słyszy, a świetnie sobie radzi ? kontynuował wesoło, ruchem dłoni podkreślając każde słowo. ? Ale musisz go zmieścić całego. Jak ci się jajeczka przykleją, to masz wrażenie, jakby ci te wargi po jajach spacerowały. Można wpaść w obłęd, mówię ci! ? ciągnął tajemniczo, a ja robiłem dobrą minę do złej gry. Rozmowa o dziewczynach zupełnie mi nie leżała. ? I robię sobie dwa, trzy numerki pod rząd.
- Guma by ci się przelała ? zauważyłem, starając się utrzymać w tonie jego wesołości.
- Nie używam. Niech ona się martwi, żebym jej Kajtusia nie zrobił. Oczywiście najpierw się pytam, czy jest zabezpieczona. Jak nie, to się ślimaczę na brzuchu. Wtedy dopiero widzisz, ile naprawdę majonezu produkuje twój nabiał.
Wyobraziłem sobie, ile...
- Ym... To może najpierw zjemy?
- Yhym ? i zasiadł do stołu.
Robiliśmy na daczy jakiegoś bosa. Zwykłe zlecenie, jakich wiele, ale daleko, dojazd nie wchodził w grę. Nie było dla mnie nowością nocować w samochodzie, a wyjazdówki są lepiej płatne. Tu ponadto robota spokojna i dach nad głową, więc nad czym miałem się zastanawiać? Nie wiedziałem tylko, jak Tomek to przyjmie. Poleciłem go szefowi z sobie wiadomych powodów. Dwudziestki na karku jeszcze nie miał, krótko pracował, ale był rzetelny i dokładny, a to najlepsza rekomendacja. Mnie wszak nie o to chodziło. To był mój typ: sylwetka, spryt, ruchy; szczupły, smukły, zwinny, przy tym zalotne spojrzenie, łobuzerski uśmiech oraz ten jego nieziemsko kształtny ponętny tyłeczek, o którym w skrytości marzyłem. I Krzycho, który miał szczęście wejść na niego w natryskach. ?Szczęściarz, takim podbierakiem każdą rybkę zgarnie? ? powiedział później, nie kryjąc uznania. Większego komplementu pod adresem chłopaka chyba nie słyszałem. Co do penisa, nie mam szczególnych upodobań, ale uważam, że chłopak powinien mieć ten atrybut jak należy; po to jest chłopakiem. Jednak nie sztuką jest, uważam, chełpić się tym, w co cię matka natura wyposażyła bez twojego udziału, sztuką jest umieć z tego korzystać. Dlatego nie wypisuję na swoich sztandarach: ?Pokaż, co masz, a powiem ci kim jesteś?, ale: ?Pokaż, jak to robisz, a powiem ci...?
Tomek początkowo nie był uszczęśliwiony. Gdy się dowiedział, że jedzie ze mną, trochę mu się humor poprawił, a gdy mu wyłożyłem, że żarcie płacimy na pół, a o resztę niech się nie martwi, przybił mi piątkę.
Pracowaliśmy od rana do wieczora, z przerwami, bo gdy ja pichciłem coś, co umownie nazywaliśmy obiadem, on siedział z narzędziami w ręku i udawał, że naprawia balustradę. Dogadywał mi, że kiedyś żona będzie miała ze mnie pociechę. Mało pokrywką nie oberwał. Musiał za karę obrać ziemniaki. Ciosał te bulwy tak kanciasto, że się dusiłem ze śmiechu. I nagle ? jakiego zrywu dostał! Wskoczył na ławę, tupał nogami, a ja, najpierw przestraszony, potem wyłem ze śmiechu, gdy się okazało, że to z powodu... zwykłej polnej myszy, która przerażona, ledwie żywa, wciśnięta w kąt, patrzyła na nas swymi lśniącymi szpileczkami czarnych oczu.
- Taki duży, a boi się takiego maleństwa! ? drwiłem, siedząc okrakiem na stołku i zanosząc się od śmiechu.
- Nie boi się! ? zaprzeczył dziarsko. ? Ale stanowczo wolę, żeby mi taka nie wchodziła w drogę ? i stał, na wszelki wypadek z nożem w ręku, jak ze szpadą.
- Chodź, maleńka, dam ci plasterek kiełbaski ? nęciłem ją, jemu na przekór.
- Ani się waż! ? podskoczył tupiąc nogami i biedna myszka czmychnęła gdzieś bez śladu.
Tomek odetchnął z ulgą, a ja pękałem ze śmiechu. Mimo to patrzyłem na niego z ogromną sympatią. Wyglądał naprawdę jak przestraszony, bezradny, bezbronny chłopczyk.
Chłopczyk... Nie tylko dlatego, że buzię ma gładką; sam przyznał, że jeszcze się nie goli, jedynie od czasu do czasu na sucho zdrapie ten meszek... Tak więc i buzia jak cacko, i w spodniach marzenie. Ale powoli, spokojnie, nic w pośpiechu. Jeśli między nami ma się coś wydarzyć ? a na pewno się wydarzy! ? musi wypłynąć samo i tak naturalnie, że obaj będziemy tym zaskoczeni. Obaj? Nie, tylko jeden...
Ukomplemencił mnie za obiad ? miło się słucha miłych słówek, zwłaszcza, gdy się na nie w pełni zasłużyło ? i dalej do dzieła. Obserwowałem go, jak pochylony wypina ku mnie swój apetyczny tyłeczek. Widziałem jego nagie ramiona, tors do połowy przysłonięty ogrodniczkami i dwie ciemnobrązowe plamki sutek, które bez wahania zamknąłbym w swych wargach... I oczy, które wesołym spojrzeniem potwierdzały wszystko, co mówił... Ech...!
Na kolację postawiłem wędzonego kurczaka. Bez pieczywa. Tomkowi wyjaśniłem, że w chlebie jest dużo mąki, a stąd potem bierze się łupież. Tym razem on wił się ze śmiechu i sprawdzał, czy mu się przypadkiem z gęstej czupryny coś nie sypie. Nie sypało się. Poradziłem, żeby sprawdził i ten drugi gąszcz, a gdy zrozumiał, który, aż piętami tupał ze śmiechu. A prawda była taka, że zupełnie zapomniałem o chlebie; nie kupiłem. Teraz siedzieliśmy przy napalonym kominku, żeby sprawdzić, czy jest ciąg i czy się nie dymi na pokój. Nie dymiło się, więc komin w porządku. Polana trzaskały, żywica skwierczała, powietrze nasycało się wspaniałym aromatem...
- Lubię takie wieczory ? powiedział. ? Noc, księżyc, gwiazdy.
- Kto dziś patrzy w gwiazdy? ? pomieszałem mu nastrój.
- Niewielu ? przyznał. ? Ale ja lubię niebo, gwiazdy. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? ? spytał nagle.
Zaskoczył mnie.
- Nie wiem ? odpowiedziałem.
- Ja też nie wiem, ale wtedy wierzyłem. I po co?
- Zawiodłeś się? ? odgadłem.
Skinął głową.
- Piękne słówka, cacy-cacy, ?Chodź, kochany?, jazda na trzy zwrotnice, a potem goła dupa innego i jego obśliniony krzywy kutas, na widok którego pewnie byś się porzygał ? wyrzucił z ukrytą wzgardą.
Nigdy nie rzygałem na widok żadnego kutasa, ani krzywego, ani obślinionego; wręcz przeciwnie. Ale ?jazdy na trzy zwrotnice? nie znam...
- No to powiedziałem: ?Niech się wam w dzieciach darzy, cześć!? I plecak, miejscówka i koniec wakacji ? mówił rzucając słowa jakby wygrywał muzyczne staccato.
- Honorowo ? przyznałem. ? I po takiej krótkiej znajomości poszliście do łóżka?
- To wcale nie było w łóżku. Na plaży, w ubraniu, w środku nocy ? uśmiechnął się do własnych wspomnień. ? Potem otrzepywaliśmy się tak gorliwie, że wkrótce oboje byliśmy nadzy. I znów w piach. Tylko plaża, morze i my. To moje najpiękniejsze wspomnienie ? otrząsnął się. ? A ona sobie wzięła takiego chuchraka! Nie mogę tego zrozumieć!
- Nie rozogniaj. Było, minęło. Jej wybór.
- Masz rację: jej wybór. Ale to cię rąbie! Jakbyś nic nie był wart, jakbyś to robił źle! A ja to chyba robiłem dobrze! Cała dupa jej latała jak nieprzytomna ? nerwowo wyłamywał palce.
W tej samej chwili zrozumiałem, że musiała to być jego... pierwsza dupa! Że to, na plaży, to był jego pierwszy raz! Pojął, że się domyśliłem. Zamilkł. I zerwał się wątek rozmowy; najgorsze, co mogło się teraz przytrafić. Zamilkliśmy obaj. Tomek przegarnął w kominku, przytrzymując świerkową gałązkę, którą teraz wrzucił w ogień, posyłając w górę snop iskier i zapach igliwia, wstał i oznajmił, że idzie wziąć tusz; wieczorna toaleta. A ja bezmyślnie odpowiedziałem:
- To ja po tobie.
Gdy wyszedł, zakipiałem złością na samego siebie. Dlaczego w takich momentach zawsze brakuje mi języka w gębie! Rozłożyłem śpiwór. Nie będę złamasem, jemu też rozłożę. Oba usytuowałem przy kominku, wieczory są chłodne.
Wrócił w samych spodenkach... Tomek, ech, ząbkami bym cię szczypał, językiem bym cię całego wypieścił!... Nie zdążyłem odwrócić wzroku, widział, gdzie patrzyłem.
- Wiem, co pomyślałeś ? rzekł. ? Takim kretem każdą dziewczynę rozłoży, a tu rozpacza za jedną, głupi palant... Tak, bo miałem tylko jedną. Pieprzyłem się z nią wszystkiego trzy noce, zanim ten chuchrak... ? wziął głęboki oddech i wkopał się do śpiwora.
Tomek... Ja bym cię ozłocił! Wiadomość, że miał dopiero jedną dziewczynę, rozlała mi się jak balsam na sercu.
Odwaliłem swoją toaletę. Nie byłem długo. Gdy wróciłem, ogień wesoło trzaskał na kominku ? jedyne wspomnienie tamtej ulotnej atmosfery. Wszedłem do śpiwora, a Tomek w swoim przewracał się, jakby go mrówki gryzły.
- Co się tak rzucasz?
- Co się pytasz? I tak nie pomożesz.
- Jesteś pewien? ? zażartowałem, chcąc przywrócić choć cień tamtego nastroju. Domyślałem się, co mu dokucza... Nie odezwał się. Dopiero po chwili:
- Paweł?
- No...?
- Opowiedz... swój pierwszy raz.
- Po co? ? popatrzyłem zdziwiony.
- Ja ci opowiedziałem.
- Nie: opowiedziałem, bo wcale nie chciałeś, tylko się wygadałeś.
- No to wygadałem. Ale opowiedziałem. A ty? ? nalegał z żywszym blaskiem w oczach, pomnożonych blaskiem kominka.
Zawahałem się. Przecież mu prawdy nie powiem. A może... taką sobie bajeczkę? Jak na nią zareaguje?
- A zatrzymasz to tylko dla siebie?
- Głupie pytanie.
- Wiem ? zreflektowałem się, jak zwykle, za późno. ? To też nie było z mojej inicjatywy ? zacząłem cicho. ? To był ktoś, kto pierwszy zainteresował się moim ciałem.
- Ktoś? ? podjął Tomek z namysłem. ? Czy to był... facet?
Doceniłem jego domyślność.
- Chłopak ? poprawiłem. ? I w tym miejscu mógłbym zakończyć swoją opowieść.
- Dlaczego? Ja miałem parę propozycji od chłopaków. Jednemu nabiłem ryja, jak zaczął mnie macać. Przecież nie jestem pedałem, czy jak się to mówi, gejem.
Dusza mi wyskoczyła na ramię. Tym razem z pewnością nie fantazjował. Takim chłopakiem, z takim interesem, każdy gej się zainteresuje!
- Dlaczego nie chciałeś? ? spytałem cicho.
- A co ja bym z nim robił?
- No tak, a ja zrobiłem ? westchnąłem. ? Nie będziesz zbulwersowany? ? obojętność mojego głosu miała podkreślić dystans do tego, co mówię. Oczekiwałem, że Tomek wydmie wargi grymasem obrzydzenia, że się oburzy; tymczasem...
- Nie, dlaczego? Zrobiliście coś? ? dociekał wyraźnie zaintrygowany.
- Nie.
- Nie wsadziłeś mu?
- Nie.
- On tobie...?
- Też nie.
- Ściemniasz! ? poderwał się, podpierając na łokciu. ? To jak?
- To było zupełnie niewinne. Pieścił mnie, całował, potem ja jego. Wiesz, ileśmy spermy nachlapali? ? uśmiechnąłem się ekscytująco. ? Biliśmy rekordy na rowerach. Wiesz, jak się w getrach wszystko odznacza. Tak więc którego razu zaczęliśmy z siebie żartować i...
Na więcej szczegółów sobie nie pozwoliłem. Ukradkiem w błyskających ognikach kominka obserwowałem wyraz jego oczu. Nie był zdegustowany, był zawiedziony!
- A potem? ? dopytywał się.
- A potem chodził z dziewczyną, ale zawsze mówił mi ?cześć?.
- Eee... To dlaczego to właśnie pamiętasz najbardziej?
- Bo było pierwsze i zdarzyło się tylko raz ? na wszelki wypadek dorzuciłem bezpieczne kłamstewko. ? Nigdy nie zapomnę zapachu jego ciała ? mówiłem z posmakiem tajemniczego luzu ? gdy zdejmowałem mu koszulkę, bo getrów już nie mieliśmy, i widoku jego moszny i twardego penisa, którego ssałem mocno, jak on mojego, aż do wytrysku. Teraz wiem ? ożywiłem ton głosu ? dlaczego dziewczyny tak lubią ten kawałek naszego ciała, biorą go do ust, całują...
Tomek oblizał wargi.
- Niepotrzebnie ruszałem ten temat ? powiedział cicho. ? Wiesz, jak mi się kret pręży? Chyba bez ubijania piany się nie obejdzie.
- Moja armatka też nie ze spiżu ? dodałem w zgodzie z tonem jego żartu.
- Idziemy? Ale osobno! ? zaznaczył. ? Ja pierwszy! ? wygrzebał się ze śpiwora i zniknął w mroku ciasnego korytarzyka.
Od kreta do armatki, zdawało się, prosta droga, raptem dwa, trzy słowa, na przykład: ?O nie! Idę z tobą.? A ja miałem pustkę w głowie...
I nagle ? Tomek, jak wyrzucony z procy, nagi i blady, na nim gęsia skórka, za nim mdłe światło łazienki ? który jednym susem minął mnie i wykorzystując krzesło jak schodek, wskoczył na stolik, przebierając stopami.
- Co...? ? zerwałem się natychmiast i... zamrugałem z wrażenia zanim podbiegłem do niego, bo gdy podbiegłem, zaniemówiłem. Podbrzusze, uda, pachwiny i to... najwspanialsze dla oka: penis, moszna, te włosy... Nieświadomie wyciągnąłem ku nim rękę, a on pochwycił moją dłoń, jak ostatnią deskę ratunku.
- Tam! Idź, zobacz! Ja tam nie wejdę!...
- Co? ? powtórzyłem, a on popchnął mnie ku drzwiom łazienki.
Podszedłem, ostrożnie zaglądając do środka. ? Żeby cię popieściło! ? walnąłem z głośnym oddechem ulgi. Za wielkim pudłem ?Ariela? błyszczały dwa węgielki, dwie szpileczki czarnych oczu: polna mysz! Za co mam gonić tę biedną, nieprzytomną ze strachu futrzaną kulkę?
- Zamknij drzwi, błagam cię, zamknij!
- Nie bój się, nie przyjdzie, jest bardziej przerażona niż ty ? odrzekłem, a on nadal stał na stoliku, nagi i piękny, jak biblijny Dawid; ale ja nie byłem Goliatem...
- Mówiłem, żeby mi w drogę nie wchodziła, ja do jej dziury nie zaglądałem! ? próbował żartować, ale widziałem, że nadrabia miną.
Podszedłem, chciałem go, jak dziecko, wziąć w ramiona i postawić na podłodze, lecz... jak?, gdy na wysokości twarzy nagle miałem jego łonowe włosy, grubą pomarszczoną mosznę i ponad miarę okazałego, tęgiego penisa. Oddech mi zamarł. Wbiłem oczy w tę niespotykaną męskość.
- Nie patrz tak ? szepnął. ? Wiem, jaki numer wywinąłem.
- Jakiś ty... niepoważny ? odszepnąłem. A chciałem powiedzieć: doskonały, cudowny! Lecz zabrzmiałoby to strasznie ciotowato; więc zamiast tego... Pomyślałem: niech się dzieje, co chce, najwyżej mnie odtrąci, odepchnie! Płomień spojrzenia, zderzenie obaw i pragnień. I... lekko wsparłem dłonie na jego biodrach, dotknąłem ustami to przewieszone ponad jądrami niepowtarzalne ciało, które łagodnym łukiem opadało daleko w dół. Ucałowałem dokładnie tę jego cząstkę, którą miałem na wysokości ust, ten punkt, który symetrycznie wyznaczał jego środek. Tomek stał jak posąg, zaskoczony, lecz biodra natychmiast mu zatańczyły, i pośladki, a ja, idąc za ciosem, zanim ten ogrom ciała się wypręży, zanim ujawni mi swoją potęgę, otoczyłem wargami tę wielką rozbudowaną żołądź i wchłonąłem ją do ust. Natychmiast poderwało mi krtań i przełyk aż do samego żołądka, gardło naparło na napletek, który zsunął się w tył. Biorę go, nie wiem, czy wezmę całego, chciałbym... Wchodzi, wciąga się, posłuszny ruchom mojego przełyku. Wziąłem! Już wargami dotykam moszny, sukces!... I natychmiast musiałem go uwolnić. Tomkowi drżały biodra, a cały fallus tężał w mgnieniu oka, blokował mi oddech, szczęki wyrywał mi z zawiasów! Tomek też nie oddychał. Z zamkniętymi oczami, z biodrami lekko podanymi do przodu, z dłońmi wspartymi na moich ramionach zdawał się mówić: ?Po co mi to robisz, dlaczego??, a ja z dreszczem niepokoju patrzyłem, jak wypełniają się te wielkie kształty, jak przeważają się obie połowy tego kolosa, jak dostojnie nabrzmiewa, jak się prostuje, wygładzając cały swój trzon i unosi do góry. Pomagałem mu, językiem drażniąc wiązanie napletka, a on znów podrywał się w górę, jakby patrzył na mnie i czekał, co jeszcze. Wczepiałem się w niego wargami, to znów goniłem językiem, szczypałem i przygryzałem, a gdy cofnąłem twarz dla nabrania głębszego oddechu, znieruchomiałem, mając przed oczami okazałego fallusa, dumnie uniesionego w górę jakby wbrew prawu ciążenia. Zachwyt i zwątpienie; zadrżałem radością, ale i spokorniałem: rzeczywistość przerosła moje wyobrażenie, z takim... jeszcze nie miałem do czynienia. Pochwyciłem go oburącz, aż moszna sprężyła się i zafalowała, ścisnąłem jedno jądro, patrząc, jak przelewa się drugie, wsunąłem pod nie dłoń, wargami otoczyłem granatowo-fioletową żołądź i... W tej samej chwili szarpnęło Tomkiem, stracił równowagę, cofnął stopy, jęknął: ?...już...? ? i dostałem strzał w policzek i w ucho, w szyję i w skroń, a gorąca sperma, rozsiewając swą narkotyczną woń, spłynęła po mojej twarzy. Pochwyciłem go za pośladki, nie bacząc na nic i jak dziecko przeniosłem do swojego śpiwora. Ręcznik; przyda się. Przetarłem twarz, w pośpiechu skopałem slipy i wsunąłem się obok. Nagość; pełna, obustronna: jego i moja. Nic bardziej upragnionego. Tomek leżał odwrócony tyłem do mnie, swymi cudownymi pośladkami prasując moją twardą spiżową armatkę. Dociskałem się jeszcze bardziej, aż mnie dreszcz przebiegał. Zacząłem się lekko poruszać...
- Chcesz, żebym ci zastąpił dziewczynę? ? usłyszałem.
Nie, nie przesłyszałem się, Tomek naprawdę tak powiedział!
Nie zdążyłem odpowiedzieć.
- To pchaj. Wytrzymam...
Obustronny kamuflaż. Zgrywamy się, udajemy, czort jeden wie po co, przecież obaj wiemy, że chcemy... siebie!
Lekko uniosłem mu udo. Przyłożyłem armatkę, poprawiłem i naparłem z całych sił. Jęknęliśmy obaj. Przeszło... Pot oblał mi skronie, Tomek zacisnął pośladki, pokonując swój pierwszy ból, a ja stopniowo dociskałem biodra i teraz dopiero, powoli, wchodziłem w niego do końca. Wszedłem, aż mi się kulki przykleiły pod jego gorącym bilardem. Poruszyłem się, by poprawić ułożenie ciał i znów znieruchomiałem, sycąc się płynącą z jego wnętrza zapowiedzią rozkoszy: wszystko w nim pulsowało drżąco, wraz z biodrami i pośladkami. A przecież najpierw chciałem ten cudowny tyłeczek wyszorować językiem, wypieścić ustami, przygotować go tak, by samo zetknięcie z moją armatką już było dla niego początkiem szaleńczej jazdy wprost w niewiadome!... I spadłem na ziemię...
- Nie bądź długo ? wyszeptał.
- Boli? Zaraz minie ? odpowiedziałem.
- Skąd wiesz?
- Zawsze tak jest.
...Koniec kamuflażu... Zamiast słów poruszyłem biodrami: mocno w tył i daleko do przodu, wiedząc, że po którymś razie ten wybrany spośród miliona tyłeczek zacznie przyjmować moją armatkę lekko, swobodnie, a stąd już tylko krok do pełnej satysfakcji... Tomek, chyba cię już nie boli, powiedz coś... Nie powiedział. Ucałowałem mu kark, ramię i bark, i wychyliłem mu twarz, próbując pochwycić usta. Podsunął mi wargi; dotknąłem je niepewnie, ostrożnie. Czy przyjmie mój pocałunek? Przyjął. Przemieszałem język z językiem i znów dobiłem biodrami. Mocniej... Szybciej... W pozycji ?na scyzoryka? jeszcze nikogo nie brałem. To już jest jazda na łeb na szyję, na złamanie karku! Świetny jest Tomek, daje mi dupy bez fałszywej grzecznej pokory, kręci tyłeczkiem tak dobrze, że jego włoski spacerują po moich jajach! Miał rację: można wpaść w obłęd! Dawno takiego seksu nie miałem. Dochodzę... Ju-u-ż...! Drętwota, paraliż ciała, resztki trzeźwości umysłu... I jego dłoń, którą wsunął mi od spodu. Był zdziwiony, że wszystko jest mokre, sklejone z jego bilardem... I cisza jak przepaść... Tylko jego pracujący zwieracz, który zasysał moją rozkosz i wypychał ze swego wnętrza moją armatkę, już zbędną. I słowa, które posłyszałem jakby z daleka, poprzez huk własnych myśli.:
- Paweł, zły to ptak, co własne gniazdo kala, prawda?
- Prawda... ? i pulsująca ciemność przed oczami. Przecież razem pracujemy, tam jestem ?normalny?! Co ja zrobiłem?
- Nikt nie będzie o tym wiedział?
Tomek! Jak bezmózgowiec, tak wszystko spieprzyć! O czym? O tym, że dałeś mi się przejeb...? Że wziąłem twoją dupę? Że jestem ? pedałem...? Jaja mi opadły, armatka wchłonęła się sama w siebie, jak zdruzgotana brzemieniem gorzkiej prawdy.
- O czym? ? wycedziłem z przelewającą się żółcią.
- Że się boję myszy...
- ...??? ...!!!
Po chwili:
- Mój krecik też się pręży, czujesz?
Poczułem; i to jak!, pomimo że wziąłem wszystkie potrzebne pomoce. Moja dupa wirowała w kosmicznym przyspieszeniu, w oczach miałem miliony gwiazd, mózg mi pękał, jakby go kto od środka rozsadzał... Ale też z taką masą ciała jeszcze nie miałem do czynienia. I zrozumiałem, co znaczy ?jazda na trzy zwrotnice?. Trzy numerki to dla niego pryszcz, dosłownie w locie zmieniał gumki.
Nad ranem, patrząc w jego śpiącego tłustego krecika, jednego byłem pewien: z niewielką pomocą małej polnej myszy wszystko może się zdarzyć.


Jeżeli spodobało Ci się to opowiadanie zapraszamy do obejrzenia sexgalerii.



Porno na stronie PinkPress - najlepsze porno filmy i sex galerie
2008 © Porno na Pink Press
porno
porno porno porno porno porno